Licencje na sieciowe upowszechnianie baz CD-ROM: istota i reguły

Dariusz Kuźmiński 

Info Technology Supply Ltd., Londyn-Warszawa


W czasach gdy Główna Biblioteka Lekarska - skąd się wywodzę - jako pierwsza i jedyna w Polsce miała dostęp online do bazy danych MEDLINE posadowionej w Sztokholmie w Karolinska Institutet, a były to lata siedemdziesiąte, nikt nie wiedział jak rozliczać wydatki na dostęp do komputerowej bazy danych. Postąpiono więc rutynowo jak z tradycyjnymi materiałami bibliotecznymi. Usługi online opisywano w rachunkach pośredniczącej Ars Polony jako książki. Gromadzono każdy zapis transmisji i każdy wydruk offline inwentaryzowano, klasyfikowano, mikrofiszowano (!) i magazynowano. Było co pokazywać tłumnym wycieczkom, ale pożytku z tego nie było w ogóle. Przyniosło to więcej kłopotu niż czemukolwiek służyło. Wspomnę jeszcze, że ówczesne komisje inwentaryzacyjne robiły awantury z powodu stwierdzenia braku w komputerze oprogramowania wyraźnie oznakowanego tabliczką.
Dzisiaj w polskich bibliotekach zadomowiły się już srebrne, czasem złote dyski CD-ROM oraz rozwija się dostęp online do systemów informacyjnych. Jest on obecnie bardziej swojski przy działających komputerowych systemach zarządzania bibliotekami i nikomu nie przyszłoby już do głowy traktować go formalnie jak papierowe książki. Ale podobnej jasności jeszcze nie ma odnośnie sprawy traktowania dysków CD-ROM. Czy należą do grupy materiałów bibliotecznych i powinny być objęte takimi samymi procedurami jak inne materiały biblioteczne czy też wymagają innego traktowania? Na tak postawione pytanie odpowiedź jest uzależniona od umownych warunków, na jakich biblioteka otrzymuje zamówione tytuły na dyskach CD-ROM. Podstawowa sprawa dla czynności formalnych towarzyszących przyjmowanym dyskom CD-ROM wraz z ich dodatkami to stwierdzenie czy dany produkt jest dostarczany bibliotece na stałe (czas nieokreślony), czy też na okres konkretnie określony. Jeżeli z kontraktu na dostawę wynika, że biblioteka nabywa do produktu stałe prawo własności, to wówczas konkretny dysk lub zestaw dysków CD-ROM można uznać jako specjalny rodzaj materiałów bibliotecznych. Z tym, że samo prawo własności fizycznego nośnika informacji jeszcze niczego nie przesądza odnośnie praw do jego użytkowania. Jeżeli natomiast kontrakt na dostawę ma klauzulę wyraźnie określającą okres, w jakim dany produkt może być w posiadaniu i użytkowaniu przez bibliotekę, to wówczas nie ma żadnego uzasadnienia traktowanie go jako materiału bibliotecznego i np. wprowadzanie do inwentarza. Pewną pomocną wskazówką, z reguły przesądzającą czy dany dysk pozostanie w bibliotece na stałe czy też nie jest określenie jego zawartości. Najogólniej to co na tym elektronicznym nośniku się znajduje to pewien zbiór danych oraz oprogramowanie obsługujące te dane. Czasem na dysku znajduje się tylko zbiór danych, a właściwy im program mieści się na innym dysku CD-ROM lub na innym nośniku, np. dyskietce floppy. W początkach rozwoju systemów komputerowych zarówno zbiór danych, jak i jego oprogramowanie były wytworami tego samego producenta. Dzisiaj z reguły oprogramowanie jest dziełem wyspecjalizowanych wydawców elektronicznych stosujących to samo oprogramowanie dla różnych baz danych. Bywa, że różni wydawcy stosują swoje odmienne oprogramowanie dla tych samych baz danych. O losach dysku na ogół przesądza właśnie rodzaj zbioru danych na nim zawartych. Wciąż największą grupę stanowią bazy danych, a wśród nich bazy danych o charakterze bibliograficznym. To od nich zresztą rozpoczął się rozwój baz online i na CD-ROMach. Bazy te cechuje otwartość, a więc to, że są one ustawicznie aktualizowane. Aktualizacja zazwyczaj dotyczy bieżących dokumentów, ale nie jest rzadkością także uzupełnienie roczników zamierzchłych. W tym miejscu wypada przypomnieć, że pierwsze elektroniczne bazy danych zaczęły powstawać w drugiej połowie lat sześćdziesiątych i pewne duże systemy bibliograficzne razem z dokumentowaniem lat bieżących obejmowały opracowaniem kolejne wsteczne roczniki. W tych systemach kolejna oferta z roku na rok jest coraz bardziej bogata, także odnośnie materiału retrospektywnego. Prowadzenie takiej bazy jest przedsięwzięciem kosztownym. To pozwala zrozumieć fakt, że wytwórcy baz danych jako regułę przyjęli, że baza danych pozostaje tylko ich własnością, a tylko czasowo ją udostępniają chętnym, na ściśle określony czas. Jest to zwykle jeden rok. Do elektronicznych baz danych o charakterze bibliograficznym z czasem dołączały dokumenty pełno tekstowe, pełno obrazowe i wreszcie multimedialne. Z punktu widzenia zainteresowań bibliotek w tej grupie jest szczególnie dużo elektronicznych postaci czasopism i wydawnictw ciągłych. Przybywa też książek, zwłaszcza o charakterze monograficznym oraz słowników i atlasów, a także materiałów edukacyjnych z nauczaniem zaprogramowanym. Cała ta grupa dokumentów jest po prostu sprzedawana tak jak odpowiadające im książki czy wydawnictwa seryjne. I tu jest sensowne potraktowanie takich CD-ROMów jak materiały biblioteczne. Wypada tylko mieć na względzie elastyczną politykę gromadzenia i melioracji zbiorów, choć wydaje się pewne, że CD-ROMy ze względu na rozmiary nie przepełnią magazynów bibliotecznych. Zresztą ich miejsce w typowej bibliotece to nie magazyny biblioteczne, ale czytelnie i działy informacji. Powróćmy więc do warunków, na jakich sprowadzane są do biblioteki dyski CD-ROM z bazami danych. Te warunki są określone, czadem bardzo szczegółowo przez wytwórców bazy i/lub wydawców CD-ROMu w umowach licencyjnych. Umowa licencyjna, czy prościej licencja jest zezwoleniem na korzystanie z praw na dobrach niematerialnych. Dotyczy więc ona dóbr niematerialnych, takich jak bazy dane oraz oprogramowanie. Sam nośnik informacji - dysk CD-ROM jako przedmiot fizyczny musi być traktowany oddzielnie, tak jak każdy inny towar. Aktualne ustawodawstwo polskie nie przewiduje opłat granicznych, podatku granicznego i podatku VAT na dobra niematerialne. Teoretycznie opłatom takim i podatkom podlegają same fizyczne dyski CD-ROM, ale ze względu na ich znikomą wartość (2-3 $) są obecnie bez większych kłopotów nawet całkiem zwalniane z odpraw celnych. Każda licencja musi być pisemna pod rygorem nieważności. To tłumaczy dlaczego dostawcy przed dostarczeniem pierwszej dostawy w ramach nowej prenumeraty zabiegają o podpis na licencji osoby upoważnionej do reprezentowania instytucji odbiorcy. Na ogół licencja jest tak skonstruowana, że przy odnawianiu prenumeraty na kolejne lata pozostaje ona wciąż ważna bez dodatkowych aneksów. Jest to więc licencja bezterminowa przy wnoszeniu corocznych opłat licencyjnych. Licencja zawiera upoważnienie do korzystania z bazy danych i/lub oprogramowania w oznaczonym zakresie. Ze względu na zakres podmiotowy udzielanego upoważnienia jest to typowo licencja wyłączna (np. tylko dla pracowników danej biblioteki i ich użytkowników, którzy są pracownikami lub studentami instytucji nadrzędnej - wydziału czy uczelni). Rozszerzenie upoważnienia na inne podmioty niezwiązane organizacyjnie z licencjobiorcą na ogół nie wchodzi w grę. Licencja niemal zawsze precyzuje zasięg terytorialny, a czasem nawet topograficzny. Występuje przy tym pojęcie "site" czyli siedziby upoważnionego ośrodka licencjodawcy. Definicje owego "site" są dość różne u różnych wydawców CD-ROM - czasem jest to budynek, czasem cały uniwersytecki campus. Do tego niekiedy licencją dla jednej organizacji są objęte wszystkie jej oddziały terytorialne (SilverPlatter), czasem granica organizacji jest sztywno ustalona do promienia 25 km od siedziby głównej (ISI). Charakterystyczną cechą licencji udzielanych na korzystanie z elektronicznych baz danych w sieciach komputerowych jest określenie liczby oraz rodzajów punktów dostępu do bazy danych. Licznik liczby punktów dostępu jest określany zwykle w pewnych przedziałach. Zawsze zaczyna się od jednego punktu dostępu, potem może to być zakres od 2 do 4 punktów dostępu, od 5 do 10, itp. Bywa, że licencjodawca dopuszcza także nieograniczoną liczbę punktów dostępu. Taki dostęp oferowany jest zwłaszcza dla baz, na które jest stosunkowo mały popyt. Rodzaj punktów dostępu może być trojaki. Po pierwsze takimi punktami dostępu mogą być wyłącznie dedykowane określone stacje robocze sieci (OCLC). Inny rodzaj punktów dostępu to określenie maksymalnej liczby komputerów sieci, które mogą jednocześnie korzystać z bazy. PO wylogowaniu się jednego komputera z bazy zwalnia on natychmiast swoje miejsce kolejnemu użytkownikowi na innym dowolnym komputerze sieci. Wreszcie trzeci rodzaj punktów dostępu to połączenie z odległego komputera spoza sieci lokalnej poprzez łącze modemowe. Takie licencje są przyznawane zwłaszcza tam, gdzie licencjodawca przyznaje prawo jednej organizacji rozproszonej terytorialnie. Nawiasem mówiąc ciekawa jest obserwacja cennika licencji sieciowych. Jest regułą, że kolejny punkt dostępu sieciowego jest znacząco malejący w stosunku do ceny jednego dostępu. Przy wysokich kosztach prenumeraty baz danych oszczędności z tytułu wykupienia licencji sieciowych zamiast kilku licencji jednostanowiskowych są poważne. Tu dochodzimy do wymiernych korzyści płynących z zawierania umów licencyjnych poprzez konsorcja bibliotek. Ceny specjalnych licencji proponowanych konsorcjom opierają się na rozmaitych wskaźnikach u różnych licencjodawców (liczba studentów, pracowników, wydatki na czasopisma) mających odzwierciedlać potencjał poszczególnych placówek. Często ceny te są dodatkowo negocjowane. W rezultacie ceny te są dla bibliotek bardziej korzystne niż przewidziane w oficjalnym cenniku. Dla konsorcjów udziela się zazwyczaj licencji grupowych, tzn. wszystkich ich uczestników traktuje się jako jedną grupę i przydziela wspólną pulę punktów dostępu. Uczestnicy korzystający bardziej płacą więcej, uczestnicy mniej aktywni płacą mniej i to znacznie mniej, niż gdyby musieli daną licencję wykupić samodzielnie. Licencja konsorcyjna opłaca się więc wszystkim uczestnikom konsorcjum, opłaca się także wydawcom, którzy w ten sposób powiększają swój rynek zbytu. Nowoczesne systemy sieciowego upowszechniania CD-ROM doskonale dokumentują użycie takich wspólnych baz i powstała statystyka może służyć jako narzędzie dla rozliczenia nakładów i prognozowania rozwoju. Wreszcie kwestia: jak licencjodawcy kontrolują wypełnianie warunków licencji. Po pierwsze stosowane są zabezpieczenia sprzętowe w postaci tzw. "dongles". Są to swojego rodzaju łączówki do kabli, pełniące rolę klucza hardware'owego. Bez nich komputer nie będzie w stanie rozpoznać bazy danych. Po drugie stosowane są klucze programowe. Program musi rozpoznać nazwę użytkownika i przyjąć jemu tylko przyznany kod (hasło). Po trzecie ustawiane są tzw. "firewalls" czyli zapory ogniowe, które zawężają możliwość dotarcia do serwera tylko określonym komputerom sieciowym poprzez wskazanie ich unikatowych numerów IP. Po czwarte licencjodawca w dostarczonym oprogramowaniu dostarcza działający samoczynnie dziennik zalogowań do bazy, a następnie analizuje go. Systemy nowej generacji prowadzą taki zapis w sposób jeszcze bardziej szczegółowy. Po piąte licencjodawca zastrzega sobie w umowie możliwość kontroli przez siebie sposobu użytkowania bazy w siedzibie użytkownika. I po szóste licencjodawca po prostu liczy na wiarygodność i uczciwość licencjobiorcy. Wypada jednak nadmienić, że naruszanie warunków licencji w krajach zachodnich traktowane jest jako poważne przestępstwo. Tak np. duża część aktywności FBI jest skierowana na tropienie takich naruszeń. Licencje bowiem stanowią uznany czynnik rozwoju przemysłu i gospodarki.

Góra
varia 2.jpg

Zapytaj bibliotekarza

Telewizja UŚ

Więc Jestem. Studencki serwis rozwoju